W czerwcu 1965 roku, po latach konfliktów w swoim życiu zawodowym, Helen Schucman i Bill Thetford połączyli się we wspólnym celu zademonstrowania „innej drogi”, która – jak mieli nadzieję – miała odmienić ich relacje w pracy. To zapoczątkowało u Helen, tamtego lata, serię zdumiewających wewnętrznych wizji i doświadczeń paranormalnych. Następnie, pod koniec tego lata, wygłosiła ona zapowiedź, która okazała się prorocza:
„Pewnego dnia tamtego lata powiedziałam Billowi, że zamierzam zrobić coś bardzo niespodziewanego. Nie miałam pojęcia, co to będzie, ale wiedziałam, że wydarzy się to wkrótce. Za namową Billa prowadziłam od czasu naszej wizyty w Virginia Beach coś w rodzaju dziennika. Teraz Bill zasugerował, że jeśli będę zapisywać wszystko, co przychodzi mi do głowy w związku z tym ‘niespodziewanym czymś’, mogę odkryć, czym ono jest.” (41)
Dlatego gdzieś około 18 lub 19 października Helen zaczęła zapisywać wszystko, co wydawało się istotne. W swojej autobiografii napisała: „Początkowo niewiele z tego wynikło i byłam bliska porzucenia tych prób” (41). W rzeczywistości jednak te wczesne zapiski wyraźnie ujawniają duchowy impuls, który próbował przedostać się do świadomości – niczym młody pęd dopiero przebijający się przez ziemię.
Zapisuje refleksje duchowe, które wcale nie brzmią jak rozważania osoby określającej siebie jako „wojującego ateistę”:
„Myślę, że pod projekcją i całą tą resztą kryje się ukryta tęsknota duszy. Chcemy ją odzyskać, by móc się z nią utożsamić, ponieważ tym właśnie naprawdę jesteśmy i gdzieś to wiemy.”
„Dziś rano przyszło mi do głowy, że nie mam prawa marnować czegokolwiek – pieniędzy, ubrań ani własnego życia – ponieważ wszystko musi być użyte właściwie. Wszystko ma swoje miejsce w Planie. I nie wolno wyrzucać darów.”
Jest jasne, że te myśli pochodzą z miejsca wykraczającego poza świadomy umysł Helen. Rzeczywiście, pewien wgląd, który zapisuje na temat swojej skłonności do zapominania imion („Może to bardziej lęk przed zaangażowaniem lub interakcją”), zostaje później zidentyfikowany przez autora Kursu jako pochodzący od niego („Podkreślam raz jeszcze, że twoja skłonność do zapominania imion nie jest wrogością, lecz lękiem przed zaangażowaniem lub rozpoznaniem”).
Zapisuje także sny o wyraźnie duchowej treści. W jednym z opisów pisze:
„Ukrzyżowanie było całkowitym odrzuceniem ciała przez innych (projekcja) i jego ‘zniszczeniem’, które w rzeczywistości było oczyszczeniem. W rezultacie dusza mogła w pełni wejść do świątyni, uzdrowić ją i używać wyłącznie konstruktywnie.”
Zapisuje również modlitwy, w tym długą, pełną pasji modlitwę za Dave’a Diamonda, przyjaciela umierającego na raka mózgu. Modlitwa ta jest przeniknięta ideami, które później pojawią się w Kursie, co widać w następujących fragmentach:
„Dave, nie poddawaj się – masz prawdziwą misję – nie trać swojej szansy – cuda są naturalnym prawem.”
„Potem poprosiłam Chrystusa, aby pomógł Dave’owi wiedzieć, że On tam jest, aby Go zobaczył i poznał prawdę, by mógł być wolny…”
„Twój duch i mój mogą się zjednoczyć i wtedy nas dwoje spotka się w imię Chrystusa. Jezus obiecał być tam, Dave. Twój mózg nie ma znaczenia, jeśli zrozumiesz życie tak, jak rozumiał je Jezus.”
Wreszcie, w całych tych zapiskach pojawiają się wypowiedzi głosu, który mówi tak, jakby był Jezusem, i który Helen nazywa „Chrystusem”:
„Byłam dziś rano naprawdę przygnębiona, co teraz zdarza się bardzo rzadko (kiedyś było to ciągle), ale On mówi: ‘Bądź dobrej myśli – Jam zwyciężył świat’ [J 16,33].”
20 października wszystko się zmieniło. Głos – który nazwiemy imieniem, jakie później sam sobie nadał: Jezus – przeszedł od okazjonalnych, krótkich wypowiedzi do dłuższego przekazu. Ten przekaz, dotyczący konkretnie tego, że Bill otrzymuje wskazówki, a Helen pyta w jego imieniu, stał się punktem wyjścia do dyktowania Kursu Cudów.
Wcześniej Helen zapisała następujące punkty:
- Zapytać, co przeszkadza Billowi w medytacji i jak to przezwyciężyć.
- Lista Billa.
Teraz, w dniu poprzedzającym rozpoczęcie przekazu Kursu, Helen wraca do tych dwóch punktów. Pierwszy dotyczy bezpośrednio zdolności Billa do słyszenia wskazówek w medytacji. Wygląda na to, że Bill zastanawiał się, jak mógłby uzyskać dostęp do takiego daru, na jaki Helen natknęła się niejako przypadkiem. Oto pytanie, które zadaje swojemu przewodnictwu:
„Powiedziałam, że On obiecał przyjść, gdy zostanie wezwany, a Bill prosi [o wskazówki] i nie otrzymuje, naprawdę pukał i nie zostało mu otworzone. Myślę, że drzwi są trochę uchylone, ale nie nazwałabym ich naprawdę otwartymi. Czy w porządku jest, jeśli zapytam Ciebie w jego imieniu, skoro on chce, żebym to zrobiła?”
Zanim zapisała to pytanie, Helen zaczęła już zapisywać odpowiedź Jezusa. Napisała: „1) Jeśli nie otrzymujesz odpowiedzi, zawsze dlatego, że pytasz niewłaściwie”, ale potem to skreśliła. Teraz zapisuje odpowiedź w całości:
„Nie mogę odpowiadać, gdy pyta niewłaściwie. Gdy pyta właściwie, odpowiedziałem. Ma skłonność do tego, że otrzymuje część odpowiedzi i sam decyduje, kiedy się rozłączyć. Powinien zapytać, czy to już wszystko.
Ponieważ nie wiem, kiedy się rozłączy, muszę być bardzo lakoniczny, a nawet zagadkowy. To zbyt mocno rozdrabnia przekaz.”
Głównym problemem jest więc to, że Bill zbyt szybko „odkłada słuchawkę”. Potem Jezus rozwija temat dalszych obszarów „zakłóceń”:
„Istnieją też zakłócenia pochodzące z trzech głównych obszarów [pierwsze trzy punkty z następującej listy]:
- Nie ma on zbyt wielkiej, prawdziwej pewności, że Ja się przebiję. Nigdy po prostu nie rości sobie swoich praw. Powinien zaczynać z dużo większą pewnością. Ja dotrzymam swoich obietnic, [tu zapis najwyraźniej przechodzi w słowa Helen skierowane do Billa] ale ty nie zachowujesz się tak, jakbyś naprawdę się tego spodziewał.”
Postawa proszenia z pewnością, jakby domagało się prawa przysługującego z urodzenia, jest tą samą postawą, do której zachęcają instrukcje Książki Ćwiczeń dotyczące słuchania wskazówek. Na przykład: „Czeka na ciebie wiadomość. Bądź pewien, że ją otrzymasz. Pamiętaj, że ona należy do ciebie” (W-Re.2.In.3:1-3).
„2. Istnieje inny, powiązany rodzaj błędu, który ilustruje jego pytanie: ‘Kiedy zamierzasz zadzwonić do szpitala?’ Nie jest właściwe ingerowanie tylko po to, by sprawdzić. To egoistyczne, ale co więcej – czyni sprawy zbyt osobistymi, co zawsze implikuje wątpliwość.”
Nie znając kontekstu telefonu do szpitala, trudno dokładnie stwierdzić, o co chodzi. Jezus wspomina tę sytuację później, mówiąc: „Pamiętaj swoją wpadkę dotyczącą wpływu na Instytut Neurologiczny i jego [Billa] pytanie, kiedy zamierzałaś zadzwonić.” Niezależnie od szczegółów, Bill ingeruje i zachowuje się egoistycznie z powodu własnego braku zaufania. Możliwe, że chodzi o to, iż jego proszenie o wewnętrzne wskazówki czasami ma ten sam charakter. Może to wyjaśniać wcześniejszą myśl, że Bill czasem „pyta niewłaściwie”.
„3. Musi nauczyć się lepszej koncentracji. Jego umysł zbyt dużo się rozprasza, by komunikacja była dobra. Zaproponuj bardzo krótką frazę, na przykład: ‘Oto jestem, Panie’, i [teraz zwracając się bezpośrednio do Billa] nie myśl o niczym innym. Po prostu powoli ściągnij swój umysł ze wszystkiego innego i skup go na tych słowach.”
Tutaj Jezus daje Billowi technikę medytacyjną, polegającą na całkowitym skupieniu uwagi na byciu w pełni obecnym przed Bogiem i na niczym innym. Ma to pomóc Billowi usłyszeć wskazówki. Jest to również zapowiedź Książki Ćwiczeń, która zawiera podobne instrukcje medytacyjne, polegające na pełnej obecności przed Bogiem (zob. np. Lekcję 183) oraz na uczeniu się wyciszania umysłu, aby słyszeć przewodnictwo: „Jego Głos czeka na twoją ciszę, ponieważ Jego Słowo nie może być usłyszane, jeśli twój umysł nie jest przez chwilę spokojny, a bezsensowne pragnienia nie zostały uciszone” (W-125.6:2).
„4. Powiedz mu, aby na pewno nie pomylił twojej roli. Jeśli zareaguje przesadnie lub przeceni ciebie jako osobę, oboje znajdziecie się w niebezpieczeństwie.”
Bill już czuje, że brakuje mu własnego dostępu do Boga. Jeśli postawi Helen na piedestale jako duchowego idola, jeszcze bardziej umniejszy siebie i niebezpiecznie ją wywyższy.
„5. Powinien spróbować zdobyć własną listę. (Armstrong) może po prostu oznaczać, że jego własne ramię jest wystarczająco silne.”
Charakter listy Billa nie jest sprecyzowany, ale z tego, co wiemy, wydaje się ona bardzo podobna do listy Helen, omawianej w notatkach kilka dni później. Jej lista to lista osób, wybranych przez przewodnictwo, które odrzuciły swój kielich Pojednania – swoje pojednanie z Bogiem – i które potrzebują pomocy Helen, by go odzyskać. Została ona wyznaczona, innymi słowy, aby „oddać im ich własny kielich”. Podobnie lista Billa najwyraźniej również jest listą osób, ponieważ imię Joe Armstrong pojawia się w tym kontekście dwukrotnie. I podobnie jak u Helen, wygląda na to, że jest to lista objawiona przez przewodnictwo, skoro Helen pyta Jezusa, kto się na niej znajduje.
Jednak zamiast usłyszeć imiona z listy Billa, Helen otrzymuje zupełnie inne przesłanie: „Powinien spróbować zdobyć własną listę”. Następnie nazwisko „Armstrong” zostaje najwyraźniej użyte jako gra słów, sugerująca, że „ramię” Billa jest „wystarczająco silne”, by mógł otrzymać własne przewodnictwo. Innymi słowy, Bill może polegać na własnej sile i nie powinien tak bardzo opierać się na Helen. To dość stanowcze wskazanie wkrótce jednak zostanie cofnięte.
Na tym kończy się wypowiedź Jezusa dotycząca słyszenia przez Billa i następuje dramatyczny zwrot. Jakby w tle tego przekazu coś narastało i było gotowe się przebić. Zanim jednak to nastąpi, Jezus musi wyjaśnić Helen szerszy obraz:
„On [Jezus] uważa, że nadszedł czas na pewne wyjaśnienia, na które prawdopodobnie jesteśmy gotowi. Zawsze istnieją ryzyka przy przyspieszeniach. Całość została podjęta, ponieważ sprawy zaczęły się opóźniać, gdyż tak wielu ludzi uporczywie traciło więcej, niż zyskiwało.”
Helen później, w swojej autobiografii, rozwinęła myśli, które w tym momencie szybko napłynęły do jej umysłu:
„Otrzymałam coś w rodzaju mentalnego ‘wyjaśnienia’, w postaci serii powiązanych myśli, które w szybkim tempie pojawiły się w moim umyśle i stworzyły dość spójną całość. Zgodnie z tą ‘informacją’ sytuacja na świecie pogarszała się w alarmującym stopniu. Ludzie na całym świecie byli wzywani do pomocy i wnosili swoje indywidualne wkłady jako część ogólnego, z góry ustalonego planu. Ja najwyraźniej zgodziłam się zapisywać Kurs Cudów tak, jak będzie mi dany. Głos wypełniał swoją część umowy, tak jak ja miałam wypełnić swoją. Korzystałabym z umiejętności, które rozwinęłam bardzo dawno temu i których nie byłam jeszcze gotowa ponownie użyć. Jednak z powodu nagłego kryzysu zwykły, powolny proces ewolucyjny został pominięty w czymś, co można by nazwać ‘niebiańskim przyspieszeniem’. Mogłam wyczuć pilność stojącą za tym ‘wyjaśnieniem’, niezależnie od tego, co sądziłam o jego treści. Przekazano mi poczucie, że czas się kończy.” (41)
W końcu staje się jasne, co działo się z Helen. Przed narodzinami zgodziła się ona wejść w to życie, aby odegrać swoją rolę w globalnym planie przywrócenia ludzkości jej dalszego rozwoju. To porozumienie, uśpione przez dekady, wreszcie się przebudziło.
Otrzymanie tej informacji jest punktem zwrotnym, lecz zamiast ruszyć naprzód, proces nagle się zatrzymuje. Helen zapisuje teraz, wielkimi literami, w centrum strony, następujące przesłanie od Jezusa:
STOP
Wyraźnie coś tymczasowo poszło nie tak. Helen proponuje więc, że wszystko zniszczy:
[Helen:] „Podrę to wszystko, jeśli chcesz.”
[Jezus:] „Nie – może jutro. Teraz po prostu zapisz to:
Pamiętaj swoją wpadkę dotyczącą wpływu na Instytut Neurologiczny oraz jego [Billa] pytanie, kiedy zamierzałaś zadzwonić.”
Bez dodatkowego kontekstu jest to bardzo niejasny komentarz. Oczywiście odnosi się on ponownie do pytania Billa: „kiedy zadzwonisz do szpitala?”, ale więcej powiedzieć nie możemy.
Teraz Helen zapisuje jeszcze bardziej stanowcze przesłanie od Jezusa:
Bądź ostrożna
Możemy stwierdzić, że to ostrzeżenie pochodzi od Jezusa, ponieważ powtarza je on w kolejnych komentarzach (wzmianka o „Jonathanie” dotyczy męża Helen, Louisa, którego często nazywała „Jonathan” w Notatkach):
„Powiedz też Billowi o uwadze Jonathana: ‘Nie lubię, gdy jesteś samą słodyczą i światłem – lubię, gdy jesteś trochę ostra, jeśli rozumiesz, co mam na myśli’. I znowu – bądź bardzo ostrożna.”
Wyraźnie coś jest nie w porządku. Helen została z wielkim naciskiem poproszona, by „zatrzymać się” i „być ostrożną”, a następnie „znowu być bardzo ostrożną”. Sama nawet proponuje, by „to wszystko podrzeć”. Ogólna implikacja jest taka, że grozi jej niewłaściwe działanie. Ale w jaki sposób?
Aby to zrozumieć, musimy przyjrzeć się głównej pokusie, z jaką Helen mierzyła się do tej pory. Latem odkryła, że posiada zdolności parapsychiczne. O tym pisała: „Zaczynałam być wręcz dumna z posiadania tak dramatycznych zdolności, a nawet łapałam się na krótkich fantazjach o władzy i prestiżu, przemykających gdzieś w tle mojego umysłu” (36). Była to główna przeszkoda na drodze do Kursu: rozdmuchiwanie ego przez nowo odkryte zdolności.
Przeszkoda ta została przełamana przez dwa kluczowe doświadczenia, które Helen uznała za punkty zwrotne w akceptacji swojej funkcji. W pierwszym miała psychiczną wizję kościoła, który – była tego pewna – ona i Bill zobaczą podczas wizyty w Klinice Mayo w Minnesocie. Okazało się jednak, że było to bezużyteczne zastosowanie jej zdolności, ponieważ Bill odkrył, że kościół faktycznie istniał, lecz został dawno zburzony, aby zrobić miejsce samej klinice. Prawdziwe zastosowanie jej zdolności ujawniło się w drodze powrotnej, gdy Helen była w stanie intuicyjnie „poczuć fale i fale nieszczęścia” przechodzące przez młodą kobietę na lotnisku (38). To znacznie bardziej praktyczne użycie zdolności Helen pozwoliło jej i Billowi udzielić tej kobiecie kluczowej pomocy w przełomowym momencie jej życia.
Doświadczenie Kliniki Mayo zostało następnie uzupełnione – i najwyraźniej do niego doprowadziło – wewnętrzną wizją, w której Helen odkryła starożytny zwój leżący na podłodze jaskini. Gdy rozwijała zwój, zobaczyła, że na środkowym panelu widnieją proste słowa: „Bóg jest”. Otwierając zwój dalej, dostrzegła, że na prawym i lewym panelu zaczynają pojawiać się drobne litery. Powiedziano jej, że po lewej stronie może odczytać całą przeszłość, a po prawej całą przyszłość. Helen jednak zdecydowała się odrzucić czytanie przeszłości i przyszłości i pozostać tylko przy środkowym panelu. Reprezentowało to kluczową decyzję, by używać swoich zdolności wyłącznie dla Boga, a nie dla parapsychicznych popisów. Helen uważała, że właśnie wtedy naprawdę zaakceptowała swoją funkcję jako skryba Kursu.
Droga do zaakceptowania jej funkcji polegała więc na wielokrotnym odmawianiu używania niezwykłych zdolności do karmienia ego i oddawaniu ich Bogu, aby służyły pomocy innym. Wracając do relacji z dyktowania pod koniec października: jest więc prawdopodobne, że stojąc na progu faktycznego rozpoczęcia swojej funkcji, Helen ponownie staje wobec tej samej decyzji.
Szczególny sposób, w jaki jej ego chce kontrolować jej zdolności, staje się jasny w tym, co zapisuje następnego ranka, 21 października:
„Rano – Przyszło mi do głowy zeszłej nocy, że stało się coś bardzo niewłaściwego. Zdenerwowałam się, bo pomyślałam, że nie powinnam być proszona o pytanie w twoim [Billa] imieniu i że jest to forma wykorzystywania, bardzo dla mnie niebezpieczna, a dla ciebie technika unikania.
Pomyślałam, że to wszystko jest tak niebezpieczne, iż muszę ci powiedzieć, żebyś więcej tego nie robił. Przez chwilę przyszło mi do głowy (ale bez żadnego ładunku emocjonalnego, co zawsze jest podejrzane), że mogę po prostu niechętnie pytać za kogoś innego, bo wolę ideę ‘wyłączności’.”
Oto sedno sprawy. Helen identyfikuje teraz, co poszło tak „nie tak” poprzedniego wieczoru. Jej podejrzenie, że proszenie w imieniu Billa było niebezpiecznie niezdrowe, było w rzeczywistości głosem jej ego, które chciało zatrzymać ten dar jako prywatny skarb, jako źródło, z którego tylko ona mogłaby pić. W miarę jak dyktowanie postępuje, Jezus rozwija ten temat:
„Chrystus mówi, że mogę rozpoznać, iż coś jest nie w porządku, zawsze gdy otrzymuję ‘opryskliwą’ odpowiedź. On nie powiedziałby w ten sposób: ‘Powiedz mu, żeby zdobył własną listę’. Ton jest niewłaściwy.”
A zatem piąty punkt – że Bill „powinien spróbować zdobyć własną listę” – był w istocie błędem. Było to zniekształcenie wprowadzone przez „ideę wyłączności”. Pragnienie Helen, by zatrzymać dar tylko dla siebie, zniekształcało jej słyszenie, czyniąc głos Jezusa „opryskliwym”, a nawet (jak powie później) „niemiłym”. To zdaje się rozwiązywać zagadkę, dlaczego Jezus kazał jej „zatrzymać się” i „być ostrożną”. Trudno byłoby Mu dyktować Kurs, gdyby jej ego przejmowało kontrolę nad darem i zniekształcało Jego głos.
„Dziś rano było dla mnie bardzo jasne, że w związku z tobą [Bill] nie byłam w porządku od chwili, gdy zapytałam cię, czego chcesz, abym naprawdę mogła pytać w twoim imieniu. To było konieczne i poza sprawą listy, gdzie się potknęłam, odpowiedź powinna być uszanowana.
Masz pełne prawo, a wręcz powinieneś, prosić mnie, abym pytała w twoim imieniu. To nie jest egoistyczny dar i jest on prawdziwy (to również mnie porusza). Musi być używany dla innych, a szczególnie dla ciebie.
[Jezus:] Poproś Billa, proszę, aby pomógł ci szybko przestać być w tym niemiłą.
(Uwaga: w tej chwili mam poważne wątpliwości co do wszystkiego. To wszystko wstrzymuje.)”
Na samym progu rozpoczęcia faktycznego dyktowania Kursu Helen zdaje się stanąć wobec kolejnej wersji wyboru, którego dokonała podczas doświadczenia w Klinice Mayo i w wizji zwoju w jaskini. W obliczu pokusy, by zatrzymać ten dar wyłącznie dla siebie, decyduje – wraz z Jezusem – że „to nie jest egoistyczny dar”. Decyduje się używać go „dla innych”, a szczególnie dla Billa. Decyduje się wypełnić swoje zobowiązanie wobec „sytuacji świata”.
Gdy ta kluczowa decyzja zostaje podjęta, wydaje się, że ostatnia bariera zostaje usunięta. Helen zapisuje teraz następujące przesłanie od Jezusa:
„Zobaczysz cuda przez swoje ręce przeze Mnie.”
Jest to pierwsze zdanie tego, co stanie się zasadami cudów. Dyktowanie Kursu Cudów właśnie się rozpoczęło.
