oryginalny artykuł napisany przez Grega Mackie znajdziesz na stronie circleofa.org.
„Największy dar” Sally McKirgan z książki A Better Way .
Mam prawdziwą historię, naprawdę piękne przeżycie, dotyczące najwspanialszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam.
To były święta Bożego Narodzenia 1987 roku. Wcześniej tego roku, w kwietniu, zaczęłam studiować Kurs Cudów i zobowiązałam się do odrabiania jednej lekcji dziennie, niezależnie od tego, czy „załapałam”, czy nie. Musiałam być mniej więcej na Lekcji 245. W tym czasie pracowałam w centrum San Francisco, w firmie mojego męża i każdego popołudnia załatwiałam sprawy bankowe. San Francisco było jak zwykle udekorowane wspaniałymi, świątecznymi dekoracjami, a tłumy kupujących wprowadzały chaos i ekscytację. Pogoda była zimna i wilgotna; w powietrzu unosiła się mgła. Popołudniowe niebo było białe od zimna. Wracając do biura, stałam na rogu, naprzeciwko Macy’s, czekając na zmianę światła. Zauważyłam grupę bezdomnych, siedzących przed Macy’s, a w szczególności młodą kobietę siedzącą na kocu z dzieckiem na kolanach. Przez głowę przeszła mi myśl: „To mogliby być Maryja i Jezus siedzący na tej twardej ulicy, potrzebujący miejsca do spania, zmarznięci i głodni”. Stojąc tam, sięgnęłam do torebki, wyciągnęłam dolara i schowałam go do kieszeni, postanawiając, że dam go jej, gdy będę przechodzić. Zapaliło się zielone światło i wraz z tłumem przeszłam przez ulicę. Zbliżając się, zobaczyłam, że ma złocistorude, kręcone, długie włosy i piegowatą twarz o bardzo jasnej karnacji. Niemowlę siedziało jej na kolanach, owinięte w niebieski kocyk, a wolną ręką pisała kartkę z prośbą o pieniężną pomoc. Gdy pochyliłam się, żeby dać jej dolara ze słowami „Niech Bóg błogosławi”, podniosła wzrok i powiedziała „Dziękuję” najcieplejszym głosem, jaki kiedykolwiek słyszałam. Wtedy nasze oczy się spotkały. Dar, który dałam, był marny i nic nieznaczący w porównaniu z tym, co ona dała mi. Jej darem był widok Wielkich, Niebiańskich Promieni! Kiedy spojrzałam jej w oczy, zobaczyłam Wielkie Promienie światła, strzelające w niebo, w górę, po prawej stronie. To była tylko chwila. Byłam tak zszokowana, że natychmiast się cofnęłam. Z oczami pełnymi łez, potykając się, poszłam dalej ulicą – wracałam do pracy. Byłam w szoku. Co to, u licha, było? Kiedy dotarłam do biura, zaczęłam mówić mężowi, ale moje oczy napełniły się łzami; nie mogłam mówić, a on był tak zajęty, że nie zauważył mojego oszołomienia. Pomyślałam, że może powinnam do niej wrócić, ale tak naprawdę bałam się to zrobić! Słowa nie oddadzą tego, co się stało.
Pisząc do Ciebie, właśnie próbowałam oszacować, na jakiej lekcji mogłabym być. Zaczęłam liczyć od połowy kwietnia do połowy grudnia i doszedłem do liczby 245. Kiedy teraz to sprawdziłam, wygląda na to, że to przygotowało mnie na ten niesamowity dzień:
Twój pokój jest ze mną, Ojcze. Jestem bezpieczny. Twój pokój mnie otacza, Ojcze. Gdziekolwiek idę, Twój pokój idzie ze mną. Rozlewa swoje światło na każdego, kogo spotykam. Przynoszę go tym, którzy są opuszczeni, samotni i przestraszeni. Daję Twój pokój tym, którzy cierpią, opłakują stratę lub myślą, że są pozbawieni nadziei i szczęścia. Ześlij ich do mnie, mój Ojcze. Pozwól mi przynieść Twój pokój ze sobą. Bo chcę ocalić Twojego Syna, zgodnie z Twoją Wolą, abym mógł poznać siebie. (W-pII.245.Nagłówek-1:8)
Nasza standardowa postawa (często nieświadoma): W razie wątpliwości nie pomagaj aktywnie innej osobie.
Wszyscy uważamy historie takie, jak powyższa za inspirujące, ale nie sądzę, by ktokolwiek z nas działał pod wpływem impulsu, by pomóc drugiej osobie tak bardzo, jak tego oczekuje Kurs: „Czy naprawdę zastanowiłeś się, ile miałeś okazji, by się uszczęśliwić [pomagając innym], a ile z nich odrzuciłeś?” (T-4.IV.8:1). To powszechne zjawisko i ma wiele przyczyn, ale na zajęciach omawialiśmy przyczyny specyficzne dla studentów Kursu:
1. Używamy Kursu, aby powiedzieć sobie, że nasz impuls do pomocy prawdopodobnie pochodzi z ego.
Nasza społeczność kursu nie przywiązuje dużej wagi do aktywnego pomagania innym ludziom na świecie. Nie chodzi o to, że jesteśmy złymi ludźmi, którzy nie pomagają. Wielu z nas to bardzo życzliwi i pomocni ludzie, zwłaszcza wobec osób nam bliskich. Raczej istnieje po prostu ambiwalencja co do idei aktywnego pomagania ludziom na świecie – zwłaszcza tym spoza naszych zwykłych granic społecznych. Ta ambiwalencja była widoczna kilka lat temu, kiedy Koło postanowiło poświęcić się projektowi „Rok Służby”: rok pracy w ramach kursu na rzecz osób zmarginalizowanych w naszej społeczności (np. praca w jadłodajni dla ubogich i odwiedzanie osób w domach opieki). Ku naszemu zaskoczeniu, otrzymaliśmy wiele opinii od studentów kursu, wyrażających wątpliwości, co do tego podejścia. Czy otrzymalibyśmy takie opinie, gdybyśmy zamiast tego wybrali „Rok Nicnierobienia”? Moim zdaniem, prawdopodobnie nie.
Wydaje się, że w tej społeczności istnieje etos sugerujący, że impuls do pomagania z dużym prawdopodobieństwem pochodzi z ego. Widzimy ten etos w rzeczach, które studenci kursu często mówią, aby wyrazić obawy dotyczące impulsu pomagania: „Nie rób z tego błędu realnego.”; „Nie muszę nic robić.”; „Nie próbuj niczego naprawiać.”; „Wszystko jest idealne”. „Po prostu zaakceptuj to, co jest.” ; „Nie staraj się zmieniać świata.”; „Nie daj się wciągnąć w duchową wyjątkowość.” ; Widzimy to również w niechęci do pomagania, wynikającej z naszego przekonania, że jesteśmy zbyt egoistyczni, aby zrobić komukolwiek cokolwiek dobrego. Jak ujął to jeden z uczestników zajęć: „Kim jestem, żeby próbować komuś pomóc?” Jak ja, ze wszystkimi moimi problemami, zahamowaniami i słabościami, mogę naprawdę zrobić cokolwiek dobrego dla kogokolwiek innego?
2. Nawet jeśli pomagamy, nie traktujemy tego jako istotnej części ścieżki kursu.
Jak już wspomniałam, nie chodzi o to, że jesteśmy okrutni i nikomu nie pomagamy. Pomagamy. Ale nawet kiedy to robimy, mam wrażenie, że większość z nas nie uważa tego za istotny i konieczny element ścieżki kursu. Wiemy, że bycie życzliwym to coś pozytywnego, ale nie uważamy, że aktywne pomaganie jest kluczowe dla zbawienia.
Pogląd wyrażony w suplemencie Psychoterapia
Co autor kursu ma do powiedzenia na ten temat? Omówiliśmy dwa fragmenty z dodatku „Psychoterapia” . Należy pamiętać, że fragmenty te dotyczą konkretnie psychoterapeuty pracującego z pacjentem. Omawiają zatem sytuację, w której jedna osoba aktywnie pomaga drugiej i można je z pewnością odnieść do wszystkich tego typu sytuacji, nie tylko do psychoterapii.
Uzdrawianie jest święte. Nic na świecie nie jest świętsze niż pomoc temu, kto prosi o pomoc. I dwoje ludzi zbliża się do Boga w tej próbie, jakkolwiek ograniczonej, jakkolwiek pozbawionej szczerości. Tam, gdzie dwoje łączy się w celu uzdrowienia, tam jest Bóg. I On gwarantuje, że ich wysłucha i odpowie im zgodnie z prawdą. Mogą być pewni, że uzdrawianie jest procesem, którym On kieruje, ponieważ jest zgodne z Jego Wolą. Mamy Jego Słowo, które nas prowadzi, gdy staramy się pomagać naszym braciom. Nie zapominajmy, że jesteśmy bezradni wobec siebie i polegajmy na sile przekraczającej nasze możliwości, zarówno w tym, czego mamy nauczać, jak i czego się uczyć…
Bo dwoje się połączyło. I teraz obietnice Boże są przez Niego dotrzymywane. Ograniczenia nałożone zarówno na pacjenta, jak i terapeutę nie będą miały znaczenia, ponieważ proces uzdrawiania się rozpoczął. To, co oni muszą zacząć, ich Ojciec dokończy. On nigdy nie prosił o nic więcej niż o najmniejszą chęć, najmniejszy krok naprzód, najcichszy szept Jego Imienia. Proszenie o pomoc, niezależnie od jej formy, to po prostu wołanie do Niego. A On ześle swoją odpowiedź przez terapeutę, który najlepiej będzie w stanie służyć Jego Synowi we wszystkich jego obecnych potrzebach. (P-2.V.4:1-8, 6:1-7) Program nauczania, dzięki któremu [zawodowy terapeuta] stał się terapeutą, prawdopodobnie nauczył go niewiele lub nic o prawdziwych zasadach uzdrawiania. W rzeczywistości prawdopodobnie nauczył go, jak uniemożliwić uzdrowienie. Większość nauczania na świecie opiera się na programie nauczania opartym na osądzie, mającym na celu uczynienie z terapeuty sędziego.
Nawet tego Duch Święty może użyć i użyje, jeśli tylko otrzyma choćby najmniejsze zaproszenie. Nieuzdrowiony uzdrowiciel może być arogancki, samolubny, obojętny, a wręcz nieuczciwy. Może nie być zainteresowany uzdrawianiem jako swoim głównym celem. A jednak coś się z nim stało, jakkolwiek błahe by to nie było, kiedy wybrał bycie uzdrowicielem, jakkolwiek błędny kierunek obrał. To „coś” wystarczy. Prędzej czy później to coś się pojawi i rozrośnie; pacjent poruszy jego serce, a terapeuta po cichu poprosi go o pomoc. On sam znalazł terapeutę. Poprosił Ducha Świętego, aby wszedł w relację i ją uzdrowił. Przyjął Zadośćuczynienie dla siebie. (P-3.II.2:2-3:9)
Pogląd wyrażony w tych fragmentach
Pogląd wyrażony w tych fragmentach można podsumować następująco:
- Chęć niesienia pomocy innej osobie nie wynika z ego; jest to najświętsza rzecz na świecie.
- Jest to prawdą bez względu na to, jak bardzo jest skażone zniekształceniami ego.
- Ponieważ jest to prawdą, najmniejsza chęć współpracy z innymi w niesieniu pomocy i uzdrowienia jest wołaniem do Boga.
- Bóg odpowie na to wezwanie, a Jego Głos, Duch Święty, poprowadzi nas przez ten proces.
- Dzięki temu procesowi zniekształcenia ego zostaną oczyszczone i nastąpi uzdrowienie.
Nowe domyślne stanowisko: w razie wątpliwości aktywnie pomagaj innej osobie.
Oczywiście, powinniśmy pytać Ducha Świętego, jaką formę to powinno przybrać; jak głosi jeden z powyższych fragmentów: „Mamy Jego Słowo, które nas prowadzi, gdy staramy się pomagać naszym braciom”. Chodzi jednak o to, że w oparciu o te fragmenty i nauki kursu jako całości, powinniśmy „błądzić” po stronie próby pomocy. Sam kurs prezentuje zupełnie inny pogląd niż ten wyrażony w dwóch powyższych punktach:
1. Impuls pomagania nie pochodzi z ego; zamiast tego „nic na świecie nie jest świętsze”
To prawda, że nasze ego może podczepić się pod ten impuls i go wypaczyć. Ale jest on tak święty, że „dwóch jest bardzo blisko Boga w tej próbie, choćby ograniczonej, choćby pozbawionej szczerości”. Jest on tak święty, że nawet gdy pomocnik jest na powierzchni intrygującym wężem (jak w drugim fragmencie), impuls do pomocy „wzrośnie i nabierze siły” do tego stopnia, że dawny „wąż” stanie się prawdziwym cudotwórcą, wypełniając jedyny obowiązek cudotwórcy: przyjmując Zadośćuczynienie dla siebie. Pomaganie innym jest Wolą Boga, więc sama nasza gotowość do podążania za impulsem do pomocy zaprosi Go i zainicjuje proces, który oczyści wszelkie nieczystości ego.
2. Podążanie za impulsem pomagania jest istotną częścią ścieżki kursu.
W końcu to „kurs cudów”: kurs czynienia cudów innym . Jak jasno wynika z ostatniego fragmentu dodatku do Psychotherapy , tylko pomagając innej osobie, możemy znaleźć zbawienie:
Stańmy w milczeniu przed Wolą Bożą i czyńmy to, co Ona nam nakazała. Istnieje tylko jedna droga, którą dotrzemy tam, gdzie narodziły się wszystkie marzenia. I tam je porzucimy, by odejść w pokoju na wieki. Usłysz brata wołającego o pomoc i odpowiedz mu. To Bogu odpowiesz, bo Go wezwałeś. Nie ma innego sposobu, by usłyszeć Jego Głos. Nie ma innego sposobu, by szukać Jego Syna. Nie ma innego sposobu, by odnaleźć siebie. Święte jest uzdrowienie, bo Syn Boży powraca do Nieba w jego życzliwym uścisku. Bo uzdrowienie mówi mu, Głosem w imieniu Boga, że wszystkie jego grzechy zostały mu odpuszczone. (P-2.V.8:1-10)
——————————-
[Uwaga: fragmenty ACIM cytowane w tym artykule odnoszą się do wydania Fundacji na rzecz Wewnętrznego Spokoju (FIP).]
——————————-
