oryginalny artykuł napisany przez Grega Mackie znajdziesz na stronie circleofa.org.
„Pilność” nie jest słowem, które cieszy się uznaniem w alternatywnych kręgach duchowych. Czyż nie zrezygnowaliśmy z niej, gdy porzuciliśmy szaleńczy wyścig szczurów, by szukać pokoju Bożego? Czyż stwierdzenie, że coś jest „pilne”, nie jest zaproszeniem do tego samego strachu i cierpienia, które Kurs Cudów chce nam odwrócić? Czyż nie powinniśmy nic nie robić, odpuścić i pozwolić Bogu cierpliwie czekać na pewny rezultat zbawienia, który obiecuje nam Kurs?
To prawda, że celem Kursu jest pokój Boży i zaleca on cierpliwość w odniesieniu do rezultatu naszej podróży. Mam jednak wrażenie, że większość studentów Kursu, w tym ja, ma tendencję do popadania w stan, który nie jest cierpliwym pokojem, a raczej sennym samozadowoleniem. Mówimy, że pragniemy szczęśliwych rzeczy, które Kurs nam oferuje, ale kiedy przychodzi do rzeczywistego zrobienia tego, co Kurs nam każe, aby je znaleźć, mówimy: „Może po zakończeniu gry”. Jesteśmy jak osoby na diecie, które marzą o szczupłej sylwetce, ale zawsze powtarzają, że zaczną dietę jutro.
Tu właśnie pojawia się „pilność”, bo choć Kurs nakazuje nam cierpliwość w oczekiwaniu na ostateczny rezultat zbawienia, jednocześnie mówi nam, że pilnie musimy otrząsnąć się z ospałego samozadowolenia i zacząć działać na swoją korzyść, aby je osiągnąć. Co prawda termin „pilność” zazwyczaj kojarzy się ze strachem i cierpieniem, ale nie musi: oznacza on jedynie „fakt lub stan wymagający natychmiastowego działania”. Niczym dobrze wyszkolony lekarz pogotowia, możemy (dzięki szkoleniu Kursu) przyjąć postawę spokojnej pewności siebie nawet w najpilniejszej sytuacji. Z punktu widzenia Kursu sytuacja na świecie jest pilna, jak zobaczymy poniżej; jesteśmy wezwani, by „zająć [nasze] miejsce pośród zbawicieli świata” (T-31.VIII.1:5) bezzwłocznie. Kurs nieustannie stara się rozpalić w nas ogień, zainspirować nas do zakasania rękawów i podjęcia pracy, ponieważ tylko jeśli wypełnimy swoją część w zbawieniu, znajdziemy zbawienie dla siebie i będziemy naprawdę szczęśliwi.
Celem tego artykułu jest rozbudzenie tego poczucia pilności. Zacznę od opisania niektórych sposobów, w jakie odkładamy na później wypełnianie naszej roli w zbawieniu. Następnie opiszę pilność, którą Kurs chce w nas zaszczepić, i przedstawię kilka sposobów, jak możemy to zrobić. Mam nadzieję, że pomoże to rozpalić w nas ten ogień, abyśmy mogli się obudzić i naprawdę podjąć zarówno misję, której wymaga od nas Kurs, jak i nagrody, jakie oferuje nam jej wypełnienie.
Nasza typowa postawa wobec własnego zbawienia: niecierpliwe odwlekanie
Określenie „niecierpliwa prokrastynacja” brzmi dziwnie, ale kiedy je opiszę, myślę, że zrozumiecie, co mam na myśli. Zacznijmy od „niecierpliwości”. Nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem studenta Kursu, który byłby całkowicie zadowolony ze swoich postępów. Kto z nas nie pytał niecierpliwie: „Gdzie jest cały ten pokój, miłość i radość, które mi obiecano? Dlaczego wciąż choruję, czuję się przygnębiony i mam problemy w związku? Dlaczego nie doświadczam więcej cudów?”. Mamy też tendencję do niecierpliwości w odniesieniu do celu podróży: „Jak długo jeszcze stąd wyjdę?”. Ta niecierpliwość sprawia, że niektórzy z nas szukają gdzie indziej tego, czego Kurs najwyraźniej nie oferuje. Być może najnowsza książka „przekazana przez channeling” okaże się pomocna. Być może nauczyciel obiecujący „natychmiastowe oświecenie” da mi potrzebnego kopa.
Jednak bez względu na to, jak niecierpliwi możemy być w stosunku do naszych postępów na ścieżce Kursu, dziwnym trafem — i tu jest ta część o „odkładaniu na później” — ciągle znajdujemy sposoby, by odkładać robienie tego, co Kurs faktycznie nam każe robić, aby czynić postępy. Jeśli jesteśmy szczerzy wobec siebie, nie możemy zaprzeczyć prawdziwości słów Jezusa wypowiedzianych kiedyś do Helen i Billa: „Narzekacie, że ten Kurs nie jest wystarczająco szczegółowy, abyście mogli go zrozumieć i stosować . A jednak był bardzo szczegółowy, a wy nie zrobiliście tego, co konkretnie zaleca ” (T-11.VIII.5:1-2, wersja Urtext). W większym lub mniejszym stopniu nawet ci z nas, którzy są z Kursem od lat, nie robią tego, co konkretnie zaleca. Nie studiujemy jego nauk na co dzień. Znajdujemy sposoby, by zrezygnować z robienia tego, co Kurs nam nakazuje. Zapominamy, że każdy dzień powinien być poświęcony na czynienie cudów innym (T-1.I.15:1). Skoro w ten sposób odkładamy na później realizację Kursu, czy można się dziwić, że nie doświadczamy nagrody zbawienia, na którą tak bardzo czekamy?
Nasze typowe podejście do zbawienia świata: „cierpliwe” odwlekanie
Użyłem tu słowa „cierpliwy” w cudzysłowie, ponieważ odnoszę się do pewnego rodzaju pseudocierpliwości, która w rzeczywistości jest sposobem na minimalizowanie znaczenia ratowania świata. Sam Kurs mówi, że ratowanie świata jest naszą funkcją — „Przyszedłem, aby zbawić świat” (W-pII.319.Nagłówek) — ale tę ideę można odrzucić na wiele sposobów. Jestem pewien, że słyszałeś przynajmniej kilka z nich: „Jaki świat?” „Nie staraj się zmieniać świata”. Nie czyń błędu rzeczywistym”. „Myślenie, że świat potrzebuje ratunku, to tylko twój osąd”. „Wszystko jest idealne”. „Po prostu tak jest”. „Nawet Hitler po prostu wykonywał swoją część planu”. „Nie muszę nic robić”. „Kurs mówi, że zbawienie jest nieuniknione, więc po co się tym martwić?” „Kurs mówi, że podróż już się skończyła”. Jeśli pozwolimy, by to wszystko do nas dotarło, przesłanie jest jasne: myślenie, że istnieje pilna potrzeba ratowania świata, to forma egoistycznej niecierpliwości. Po prostu zrelaksuj się, bądź cierpliwy, nie przejmuj się tym tak bardzo. Nie rób nic – po prostu siedź bezczynnie.
Niestety, tego rodzaju „cierpliwość” to kolejna forma prokrastynacji, kolejny sposób odkładania na później tego, co Kurs tak naprawdę nam nakazuje. Jezus mówi nam, że „członkowie mojej grupy są czynnymi pracownikami” (tekst urt.). Mówi, że „dopóki czas trwa, wciąż jest wiele do zrobienia” (T-25.VI.5:8) i mówi o „każdej pracy, do której jesteście posłani” (T-18.VII.8:3). Duch Święty nieustannie pyta nas: „Czy jesteście już gotowi pomóc Mi zbawić świat?” (C-3.9:1). Jeśli ciągle podajemy sobie powody, by nie pomagać Mu w zbawieniu świata, te prośby, by wstać i coś zrobić, trafiają w próżnię. Nie dostrzegamy naszych wewnętrznych podszeptów, by pomagać innym. Patrzymy krzywo na takie rzeczy jak działalność charytatywna i aktywizm polityczny, jakby ludzie zaangażowani w takie przedsięwzięcia tak naprawdę tego „nie rozumieli”. Czy zatem można się dziwić, że nie doświadczamy obiecywanych przez niego nagród, skoro w ten sposób odkładamy Kurs na później?
Dlaczego tak często odkładamy sprawy na później?
Mówiąc bardziej teoretycznie, odkładamy na później robienie tego, co nakazuje nam Kurs, ponieważ utożsamiamy się z ego; dlatego boimy się zbawienia, które oferuje nam Kurs, i odpychamy je, aby utrzymać nasze ego przy życiu. To prawda, ale chciałbym również przedstawić bardziej przyziemną wersję tej odpowiedzi. Mówiąc najprościej, niezależnie od tego, jak bardzo pragniemy realnej zmiany (czegoś, co w tym roku zachwalają wszyscy kandydaci na prezydenta), głęboko przywiązujemy się do pozostania takimi, jakimi jesteśmy. I głównym powodem tego jest fakt, że nawet jeśli nie wszystko w naszym obecnym życiu nam się podoba, myślimy, że będziemy szczęśliwsi, niż gdybyśmy robili to, do czego wzywa nas Kurs.
Niezależnie od tego, czy chcemy się do tego przyznać, czy nie, wszyscy w pewnym stopniu myślimy, że Kurs wymaga od nas „poświęcenia [naszego] własnego dobra w imię prawdy” (M-4.I(A).5:5). Nawet gdy mówimy sobie, że pragniemy tego, co oferuje nam Kurs, głos nieustannie szepcze nam do ucha: „Oddanie życia tej drodze będzie ogromną ofiarą. Spójrzcie, co stało się z Jezusem. Jeśli poświęcicie się zbawieniu, uczynicie coś bardzo szlachetnego, ale kosztem waszego szczęścia”. I wszyscy odkładamy na później rzeczy, które naszym zdaniem będą nas kosztować szczęście.
Stanowisko Kursu w sprawie naszego i świata zbawienia: cierpliwa pilność
Podobnie jak „niecierpliwa prokrastynacja”, „cierpliwa pilność” brzmi dziwnie, ale jego znaczenie stanie się jasne w miarę postępów. Najpierw przyjrzyjmy się części dotyczącej „cierpliwości”. Jak wspomniałem wcześniej, Kurs wymaga od nas cierpliwości w odniesieniu do ostatecznego rezultatu drogi do zbawienia. To właśnie jest jedną z cech zaawansowanego nauczyciela Boga: „Ci, którzy są pewni rezultatu, mogą sobie pozwolić na czekanie i czekać bez lęku” (M-4.VIII.1:1). Dalej Podręcznik mówi: „Tylko rezultat jest pewny… Jeśli droga wydaje się długa, niech [nauczyciel Boży] będzie zadowolony. On bowiem zdecydował, w jakim kierunku chce podążać” (M-22.2:4, 6-7). Konsekwencją tej cierpliwości w odniesieniu do ostatecznego rezultatu jest cierpliwość wobec naszego własnego postępu i postępu naszych braci. Bóg, Duch Święty i Jezus mają wobec nas „nieskończoną cierpliwość” (T-5.VI.12:1), ponieważ wiedzą, że ostatecznie nam się uda. Powinniśmy przyjąć Ich postawę nieskończonej cierpliwości, gdy jesteśmy skłonni stracić cierpliwość do kogoś, kto najwyraźniej „nie podąża za programem”.
Ale, jak wspomniałem wcześniej, choć Kurs zaleca cierpliwość w odniesieniu do rezultatu, nigdy nie zaleca samozadowolenia. Zamiast tego – i tu pojawia się ta część o „pilności” – zaleca pilność w odniesieniu do zrobienia tego, co musimy zrobić, aby osiągnąć ten rezultat tak szybko, jak to możliwe. W istocie, sama geneza Kursu ma swoje korzenie w tym poczuciu pilności. Mówię tu o przesłaniu Jezusa do Helen, że powodem, dla którego została powołana do spisania Kursu, było odegranie swojej roli w tym, co nazwał „niebiańskim przyspieszeniem”. Oto fragment relacji Helen o tym przesłaniu, zapisany w książce Kena Wapnicka „ Absence from Felicity ” :
Według tej „informacji” [którą Jezus przekazał Helenie], sytuacja na świecie pogarszała się w alarmującym tempie. Ludzie na całym świecie byli wzywani do pomocy i rozwijali w sobie – jak im się wydawało – wysoce nieoczekiwane talenty, każdy wnosząc swój indywidualny wkład w całościowy, wcześniej ustalony plan. Najwyraźniej zgodziłam się wziąć udział w kursie cudów, który Głos miał mi podpowiedzieć w ramach umowy, a moje uczestnictwo było w rzeczywistości powodem mojego przybycia. Nie wiązało się to z nieoczekiwanymi zdolnościami, ponieważ miałam wykorzystać zdolności, które rozwinęłam bardzo dawno temu, ale których jeszcze nie byłam gotowy użyć ponownie… I dlatego miałam z tym tyle problemów. Jednak ludzie doszli do punktu, w którym tracili więcej, niż zyskiwali. W ten sposób, z powodu nagłego zagrożenia, zwykły, powolny, ewolucyjny proces rozwoju duchowego został pominięty w czymś, co można by nazwać „niebiańskim przyspieszeniem”. Czułam pilną potrzebę kryjącą się za tym wyjaśnieniem, niezależnie od tego, co myślałam o jego treści, nie wspominając o tym, że jej nie rozumiałam. Odniosłam wrażenie, że czas ucieka. (1. wyd., s. 201-202)
Ten fragment zawsze miał na mnie głęboki wpływ. Nie ma tu beztroskiego podejścia w stylu „wszystko w porządku”; jak mówi Helen: „Czułam pilność, która kryje się za tym wyjaśnieniem”. Jest ostry kryzys i wszyscy są na pokładzie; musimy zacząć spuszczać wodę już teraz . Patrząc na swoje życie przez pryzmat tego przesłania, zadaję sobie mnóstwo pytań, które być może zechcesz sobie teraz zadać: W jaki sposób zostałem wezwany z powrotem, aby pomóc poradzić sobie z tym ostrym kryzysem? Jaki jest mój indywidualny wkład w ogólny, wcześniej ustalony plan? Jaki jest powód mojego przybycia? Co zgodziłem się zrobić? Jakie nieoczekiwane zdolności posiadam, być może zdolności, które rozwinąłem dawno temu? Jakie zdolności wyraźnie posiadam, ale wydaje się, że mam problem z ich używaniem? Czy może to być spowodowane tym, że z powodu niebiańskiego przyspieszenia jestem wzywany do użycia zdolności, na które nie czuję się jeszcze gotowy? Mimo to, biorąc pod uwagę ostry kryzys, czy jestem gotów zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wykorzystać je w służbie planu, pomimo trudności?
Jezus wielokrotnie wspominał o niebiańskim przyspieszeniu we wczesnych dyktandach Kursu. Oto kolejne odniesienie:
Wy [Helen i Bill] macie szczególne talenty, które są potrzebne do niebiańskiego przyspieszenia w tym czasie. Należy jednak pamiętać, że termin „przyspieszenie” nie odnosi się do przekraczania czasu. Kiedy czas się skończy, a wszyscy Synowie Boży powrócą do domu, nie będą potrzebni żadni agenci specjalni. Nie lekceważcie jednak obecnej mocy agentów specjalnych ani ogromnego zapotrzebowania na nich. Nie twierdzę, że sam jestem kimś więcej. Nikt przy zdrowych zmysłach (termin, który należy szczególnie zapamiętać) nigdy nie pragnie ani więcej, ani mniej. Ci, którzy są teraz wezwani, by świadczyć o mnie , świadczą o wszystkich ludziach, tak jak ja. (tekst uretuszowy)
Ponownie, ton tutaj jest daleki od naszego zwykłego samozadowolenia. Dopóki jesteśmy tu na czas, „agenci specjalni” są niezbędni – najwyraźniej ci sami ludzie, którzy są wzywani z powrotem, aby pomóc w „nagłej sytuacji kryzysowej”. Chociaż prawdą jest, że praca agenta specjalnego jest tylko tymczasowa, „nie powinniśmy lekceważyć obecnej mocy agentów specjalnych ani ogromnego zapotrzebowania na nich”. Gdybyśmy byli przy zdrowych zmysłach, nie pragnęlibyśmy niczego więcej ani… Mniej niż bycie takim specjalnym agentem. Tym właśnie był Jezus, a my jesteśmy powołani do pracy w Jego imieniu dla dobra wszystkich teraz. Ponownie, prowadzi to do kilku ważnych pytań, które wszyscy powinniśmy sobie zadać: Jakie moje szczególne talenty są potrzebne do niebiańskiego przyspieszenia w tym czasie? W jaki sposób jestem powołany do bycia specjalnym agentem? Biorąc pod uwagę moc, jaką posiadają tacy specjalni agenci i ogromne zapotrzebowanie na nich, czy jestem gotów odpowiedzieć na wezwanie do pracy dla Jezusa dla dobra wszystkich teraz ?
Niektóre fragmenty odnoszące się do niebiańskiego przyspieszenia znalazły się w samym Kursie, po usunięciu odniesień do przyspieszenia:
Tak jak Rozdzielenie trwało wiele milionów lat, tak Sąd Ostateczny będzie trwał równie długo, a może nawet dłużej. Jego długość zależy jednak od skuteczności obecnego przyspieszenia. Często zauważaliśmy, że cud jest narzędziem skracania czasu, ale nie jego zniesienia. Jeśli wystarczająca liczba osób szybko stanie się prawdziwie cudotwórczych, proces skracania może być niemal niemierzalny. Konieczne jest jednak, aby te osoby uwolniły się od strachu szybciej niż zwykle, ponieważ muszą wyjść z podstawowego konfliktu, aby przynieść pokój umysłom innych. (T-2.VIII.2, wersja urtekstowa)
„Wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych” powinno brzmieć: „ Wszyscy są wezwani, ale niewielu decyduje się słuchać. Dlatego nie wybierają dobrze”. Wybrani to po prostu ci, którzy wybrali dobrze wcześniej . To jest prawdziwe znaczenie niebiańskiego przyspieszenia. Silna wola może to teraz uczynić . I znajdziecie ukojenie dla waszych dusz. (T-3.IV.7:12-15, wersja Urtext)
Podważanie fundamentów systemu myślowego ego musi być postrzegane jako bolesne, choć jest to dalekie od prawdy. Niemowlęta krzyczą z wściekłości, gdy zabiera się im nóż lub nożyczki, choć mogą zrobić sobie krzywdę, jeśli się tego nie zrobi. Przyspieszenie postawiło was oboje [Helen i Billa] w tej samej sytuacji.
Nie jesteście w żadnym wypadku przygotowani i w tym sensie jesteście jak niemowlęta. Nie macie prawdziwego poczucia samozachowawczości i najprawdopodobniej dojdziecie do wniosku, że potrzebujecie właśnie tego, co najbardziej by was zraniło. (T-4.II.5:1-4, wersja Urtext)
Materiał przyspieszenia dodaje nowy akcent do tych znanych fragmentów. Sąd Ostateczny można nieskończenie skrócić, jeśli przyspieszenie będzie skuteczne, ale aby to nastąpiło, musimy uwolnić nasze umysły, aby stać się cudotwórcami „szybciej niż zwykle”. Wcześniejsze dokonanie właściwego wyboru jest w rzeczywistości tym, co ułatwia przyspieszenie; możemy i powinniśmy to zrobić teraz , abyśmy mogli zarówno uwolnić innych, jak i znaleźć ukojenie dla naszych dusz. Ponieważ jednak jesteśmy wezwani do uwolnienia naszych umysłów wcześniej niż zwykle, szybkie rozmontowanie naszego ego prawdopodobnie będzie bolesne, a my prawdopodobnie będziemy się temu procesowi opierać z wywróconego do góry nogami poczucia „samozachowawczości” (choć trzeci fragment mówi Helen i Billowi, że ten ból i opór to tylko etap przejściowy: „Bądźcie cierpliwi przez chwilę… wynik jest pewny jak Bóg!”).
Wspominając te wszystkie niebiańskie odniesienia do przyspieszenia, chcę podkreślić, że Jezus wyraźnie chciał, aby Helen i Bill postrzegali Kurs w szerszym kontekście niebiańskiego przyspieszenia, pilnej reakcji Ducha Świętego na nagły wypadek. Spisanie Kursu było częścią przyspieszenia ze strony Helen, Kurs miał być pomocą w przyspieszeniu, a Helen i Bill byli szkoleni poprzez Kurs, aby stać się „specjalnymi agentami” w przyspieszeniu. Dlatego właśnie tak powinniśmy postrzegać Kurs i naszą podróż z nim. Nie jest to jedynie program samopomocy, z którego można korzystać, gdy tylko najdzie nas na to ochota, aby poczuć się lepiej (choć on rzeczywiście chce, żebyśmy się lepiej czuli). Powstał on raczej jako odpowiedź na nagły wypadek, jako podręcznik szkoleniowy dla osób powołanych do odegrania roli w Bożym planie radzenia sobie z tym nagłym przypadkiem. Jesteśmy powołani do bycia ratownikami medycznymi Boga. Powinniśmy zatem traktować Jezusa bardzo poważnie, gdy mówi: „Oznajmiam wam Jego plan w całej pełni, a także opowiem wam o waszym w nim udziale i o tym, jak pilne jest jego wypełnienie” (T-5.VII.4,4). Powinniśmy wziąć sobie do serca Jego słowa: „Dopóki czas goni, wciąż wiele jest do zrobienia. I każdy musi wykonać to, co mu powierzono, bo od niego zależy cały plan” (T-25.VI.5,8-9).
Jednak podczas czytania tego materiału może pojawić się pytanie: Skoro wynik jest pewny, to skąd to poczucie pilności? Nawet jeśli ludzie obecnie tracą więcej, niż zyskują, to w końcu się to ułoży, więc dlaczego szybkie działanie jest tak ważne? Z bardzo prostego i współczującego powodu: chociaż szczęśliwy wynik jest pewny, obecna sytuacja jest bolesna dla nas wszystkich, a ponieważ Bóg nas kocha, chce, abyśmy uwolnili się od tego bólu tak szybko, jak to możliwe. Pomyśl o tym: gdybyś miał dziecko z niezwykle bolesną chorobą, która ustąpiłaby sama po dziesięciu latach, ale miałbyś w ręku lekarstwo, które mogłoby je wyleczyć w godzinę, czy powiedziałbyś: „Cóż, naprawdę nie ma pilnej potrzeby podawania jej tego lekarstwa; musimy po prostu być cierpliwi, ponieważ ta choroba ustąpi za dziesięć lat”? Oczywiście, że nie. Ponieważ ją kochasz, a ona cierpi, podałbyś jej lekarstwo bez zwłoki.
Właśnie taką postawę chce od nas przyjąć Bóg. Tak, powinniśmy być pewni, że szczęśliwe zakończenie jest zapewnione. Powinniśmy wnosić spokój ducha, który ta pewność inspiruje, w każdą sytuację, w której się znajdziemy. Ale faktem jest, że obecnie świat pogrążony jest w strasznym cierpieniu, dlatego powinniśmy jak najszybciej włączyć się w Boży plan zbawienia, aby jak najszybciej złagodzić ten ból. Wiele fragmentów Kursu podkreśla potrzebę rozpoznania tego bólu i bezzwłocznego złagodzenia go:
Bóg w swojej wiedzy nie czeka, ale Jego Królestwo jest pozbawione, podczas gdy ty czekasz. Wszyscy Synowie Boży czekają na twój powrót, tak jak ty czekasz na ich powrót. Opóźnienie nie ma znaczenia w wieczności, ale jest tragiczne w czasie. (T-5.VI.1:1-3)
[Bezpośrednio po powyższym zdaniu o tym, „jak pilne jest” wypełnienie naszej funkcji:] Bóg płacze nad „ofiarą” swoich dzieci, które wierzą, że są dla Niego stracone. (T-5.VII.4:5)
Twoi bracia są wszędzie. Nie musisz szukać zbawienia daleko. Każda minuta i każda sekunda daje ci szansę na zbawienie siebie [poprzez ratowanie swoich braci]. Nie trać tych szans, nie dlatego, że nie wrócą, ale dlatego, że zwlekanie z radością jest niepotrzebne. (T-9.VII.1:4-7)
Syn Boży tak bardzo potrzebuje twojej gotowości do wysiłku, że nie jesteś w stanie pojąć, jak wielka może być potrzeba. (T-15.VIII.2:5)
Jest wiele do zrobienia, a my długo się spóźnialiśmy. Zaakceptuj świętą chwilę narodzin tego roku i zajmij swoje miejsce, tak długo niespełnione, w Wielkim Przebudzeniu. (T-15.XI.10:9-10)
Nie wstrzymuj się dłużej od zbawienia. Rozejrzyj się po świecie i zobacz cierpienie, jakie tam panuje. Czyż twoje serce nie pragnie przynieść ukojenia twoim zmęczonym braciom? (W-pI.191.10:6-8)
[Różne formy uniwersalnego biegu wydarzeń] jedynie oszczędzają czas. Jednak to tylko czas pędzi nużąco, a świat jest teraz bardzo zmęczony. Jest stary, znoszony i pozbawiony nadziei. Nigdy nie było mowy o ostatecznym wyniku, bo cóż może zmienić Wolę Bożą? Lecz czas, ze swoimi iluzjami zmiany i śmierci, wyczerpuje świat i wszystko, co się w nim znajduje. Czas jednak ma swój kres i to właśnie nauczyciele Boga są powołani, aby go urzeczywistnić. Bo czas jest w ich rękach. (M-1.4:3-9)
Przyjrzyjmy się obrazowi, jaki Jezus maluje w tych fragmentach. Tak, szczęśliwy finał jest pewny, zawsze będziemy mieli kolejną szansę na zbawienie, a opóźnienie nie ma nawet znaczenia w wieczności. Ale jednocześnie na świecie istnieje ogromna potrzeba, potrzeba tak desperacka, że „nie sposób wyobrazić sobie potrzeby tak wielkiej”. Wzywa nas, abyśmy rozejrzeli się po świecie i zobaczyli, jak bardzo wszyscy i wszystko cierpi. Choć ta potrzeba jest wielka, zaniedbaliśmy naszą reakcję na nią. Zostaliśmy wezwani do zrobienia wielu rzeczy, aby ją zaspokoić, ale opóźnialiśmy – zwlekaliśmy. Wstrzymywaliśmy zbawienie. Otrzymaliśmy niezliczone możliwości, by dać zbawienie, ale pozwoliliśmy im uciec. To opóźnienie jest tragiczne, ponieważ gwarantuje, że cierpienie będzie kontynuowane. Ale teraz jesteśmy wezwani, aby to odwrócić: „Nie wstrzymujcie zbawienia dłużej… Nie traćcie tych szans… zajmijcie swoje miejsce, tak długo niespełnione, w Wielkim Przebudzeniu”. Bo mamy moc, by to uczynić. Zostaliśmy wybrani, by położyć kres wszelkiemu cierpieniu. Czas jest w naszych rękach.
Przesłanie jest jasne: Chociaż powinniśmy być cierpliwi w odniesieniu do ostatecznego rezultatu zbawienia, powinniśmy również mieć poczucie pilności w wypełnianiu naszej roli w planie zbawienia. Duch Święty jest cierpliwy wobec nas, ale musimy, jak mówi Kurs, „odwzajemnić Jego cierpliwość [naszą] niecierpliwością w opóźnianiu spotkania z Nim” (T-17.II.8:4). Zauważ, że Kurs w rzeczywistości zaleca pewien rodzaj niecierpliwości – niecierpliwość wobec naszego odkładania spraw na później. Biorąc pod uwagę pilną sytuację, głupotą jest marnowanie czasu. Musimy przygotować się do naszej funkcji w zbawieniu, realizując program szkoleniowy, który dał nam Kurs, abyśmy mogli bezzwłocznie wyjść i wypełnić tę funkcję zgodnie z natchnieniem Ducha Świętego. To nie tylko uratuje świat od jego cierpienia, ale także, jak jasno wynika z kilku powyższych fragmentów, przyniesie nam zbawienie. W ten sposób doświadczymy radosnej nagrody, którą obiecuje nam Kurs.
Dlaczego nie odłożyć na bok prokrastynacji i po prostu wziąć się do roboty?
Kluczem do tego jest odwrócenie przekonania, które prowadzi do naszej prokrastynacji: przekonania, że pozostanie takim, jakim jesteśmy, uczyni nas szczęśliwszymi niż robienie tego, do czego wzywa nas Kurs. Musimy zdać sobie sprawę, że podążanie ścieżką Kursu i zaangażowanie się w Boży plan zbawienia nie zmusza nas do poświęcenia szczęścia. Wręcz przeciwnie, to właśnie poprzez czynienie tych rzeczy odnajdujemy szczęście, ponieważ zmiana sposobu myślenia i zbawianie naszych braci poprzez rozszerzanie tej zmiany sposobu myślenia to sposób, w jaki zbawiamy samych siebie: „W Jego radosnym zbawieniu jesteście zbawieni” (T-29.III.5:7).
Wierzę, że pod naszym przywiązaniem do pozostania takimi, jakimi jesteśmy, kryje się głębokie pragnienie prawdziwej zmiany. Myślę, że to właśnie to pragnienie przywiodło nas do Kursu. Jesteśmy zmęczeni byciem egocentrycznymi kawałkami mięsa; chcemy być kimś większym, prawdziwie pomagać innym, pełnić znaczącą funkcję w planie, który służy większemu i szlachetniejszemu celowi niż tylko nasze własne egoistyczne potrzeby. Kurs poruszająco mówi o tym pragnieniu. Mówi: „Samotni to ci, którzy nie widzą na świecie żadnej funkcji, którą mogliby wypełnić; żadnego miejsca, gdzie byliby potrzebni, ani celu, który tylko oni mogliby doskonale wypełnić” (T-25.VI.3:6). Mówi nam, że dopóki będziemy odsuwać od siebie naszą funkcję pomagania naszym braciom, „daremność niespełnionej funkcji będzie cię prześladować, gdy twój brat będzie spał, dopóki to, co ci powierzono, nie zostanie wykonane” (T-24.VI.9:3).
Sedno sprawy, które, jak sądzę, wszyscy głęboko w sobie znamy, jest takie, że robienie tego, do czego wzywa nas Kurs, to jedyna rzecz, która naprawdę nas uszczęśliwi. Dlaczego więc nie odłożyć na bok naszej bezsensownej prokrastynacji i naprawdę się za to zabrać? Dlaczego nie rzucić się na ścieżkę Kursu całym sercem? Dlaczego nie rozpalić w sobie ognia, zakasać rękawy i zabrać się do pracy? Dlaczego nie studiować nauk Kursu i nie ćwiczyć umysłu poprzez jego praktyki, rozumiejąc, że to Kurs przygotowuje nas do najświętszej i najbardziej satysfakcjonującej funkcji, jaką można sobie wyobrazić: czynienia cudów w służbie zbawienia świata? Dlaczego nie zachowywać się tak, jakby stawanie się cudotwórcą było najważniejszą i najszczęśliwszą rzeczą, jaką możemy zrobić – bo tak jest? Co mamy do stracenia?
Ćwiczenia
Poniżej znajduje się krótkie ćwiczenie mające na celu rozpalenie tego ognia. Możesz je wykonać samodzielnie lub jako dodatek do innych praktyk Kursu. Idea stojąca za tym ćwiczeniem polega na tym, że praca wewnętrzna, którą Kurs od nas oczekuje – studiowanie jego nauk, praktykowanie jego Ćwiczeń itd. – ma na celu przygotowanie do przyjęcia naszej funkcji szerzenia zbawienia na świecie. Dlatego też, jeśli jesteśmy zmotywowani do przyjęcia tej funkcji, będziemy zmotywowani do przygotowania się do niej, postępując zgodnie z programem szkoleniowym Kursu, zgodnie z jego wskazówkami.
Ćwiczenie polega po prostu na powolnym wypowiadaniu poniższych słów i zanurzeniu ich głęboko w umyśle. Pomoże Ci to w zastosowaniu ich w życiu; na przykład, kiedy mówisz: „Niech więc nie będę dłużej powstrzymywał się od zbawienia”, możesz pomyśleć o konkretnym cierpiącym bracie i odnieść to zdanie do niego. Niech te słowa zainspirują Cię do zaangażowania się w misję zbawienia świata jak nigdy dotąd.
Czas pędzi żmudnie, a świat jest teraz bardzo zmęczony.
Jest stary, znoszony i pozbawiony nadziei.
Czas, ze swoimi iluzjami zmiany i śmierci,
wyniszcza świat i wszystko, co się w nim znajduje.
Pozwól mi rozejrzeć się po świecie i zobaczyć cierpienie, jakie tam panuje.
Czyż moje serce nie pragnie przynieść ukojenia moim zmęczonym braciom?
Niech więc nie będę dłużej powstrzymywał się od zbawienia.
Pozwól mi wziąć udział w Bożym planie zbawienia.
Jezus jasno mi ten plan objawia,
a także mówi o mojej roli w nim
i o tym, jak pilnie muszę go wypełnić.
Muszę czynić to, co mi powierzono,
bo ode mnie zależy cały plan.
Syn Boży tak bardzo potrzebuje mojej gotowości do wypełnienia tej części,
że nie mogę sobie wyobrazić, że potrzeba jest aż tak wielka.
Niech pamiętam, że wypełnianie swojej części nie wzywa mnie
do poświęcenia własnych interesów w imię prawdy.
Nie zmusza mnie do poświęcenia własnego szczęścia.
Przeciwnie, jest to jedyny sposób na znalezienie własnego szczęścia,
bo tylko ratując moich braci, będę zbawiony.
Daremność niespełnionej funkcji będzie mnie prześladować,
podczas gdy moi bracia będą drzemać,
dopóki to, co mi powierzono, nie zostanie wykonane.
Każda minuta i każda sekunda daje mi szansę
na ocalenie siebie poprzez ratowanie moich braci.
Niech nie stracę tych szans,
nie dlatego, że nie wrócą,
ale dlatego, że zwlekanie z radością jest niepotrzebne.
Biorąc pod uwagę pilną potrzebę wniesienia mojego wkładu w zbawienie
i radość, jaką przyniesie to wszystkim, w tym mnie samemu,
pozwól mi zrobić wszystko, czego wymaga ode mnie Kurs,
zarówno aby przygotować się do mojej funkcji poprzez uzdrowienie umysłu,
jak i wypełnić ją poprzez niesienie uzdrowienia innym.
W ten sposób wezmę udział, tak długo niespełniony,
w Wielkim Przebudzeniu.
[Uwaga: fragmenty ACIM cytowane w tym artykule odnoszą się do wydania Fundacji na rzecz Wewnętrznego Spokoju (FIP).]
